Naszą misją jest pomagać prawnikom docierać do istotnych informacji, sprawdzać twierdzenia i przedstawiać argumenty, których podstawę można prześledzić. Chcemy, by materiał sprawy był możliwy do zrozumienia i rzetelnej oceny — również wtedy, gdy obejmuje setki tomów, sprzeczne zeznania i specjalistyczne opinie.
Każda sprawa to czyjeś życie, wolność, zdrowie, rodzina lub dorobek. W aktach spotykają się dokumenty, zeznania i różne interpretacje tych samych zdarzeń. Dlatego trzeba uważnie oddzielać to, co ustalono, od tego, co pozostaje hipotezą. Trzeba pokazywać źródła, ujawniać sprzeczności i uczciwie nazywać granice wiedzy.
Nie zgadzamy się na pewność, której nie uzasadniają dowody.
Przekonująca opowieść może porządkować wydarzenia. Może też przesłaniać fakty, które do niej nie pasują. Powtarzanie twierdzenia nie tworzy kolejnych niezależnych potwierdzeń. Szczegółowość relacji nie rozstrzyga sama o jej prawdziwości. Autorytet osoby wypowiadającej wniosek nie zastępuje wyjaśnienia, jak do niego doszła.
Wierzymy w obronę, która potrafi zmierzyć się również z niewygodnymi faktami. Rzetelna analiza powinna ujawniać słabości własnego stanowiska, uwzględniać dowody przeciwne i sprawdzać alternatywne wyjaśnienia. Luki w materiale wymagają pytań i dalszej pracy. Nie powinny być wypełniane intuicją ani uprzedzeniami.
Korzyść za współpracę nie może oznaczać kredytu wiarygodności.
Szczególny sprzeciw budzi w nas bezkrytyczne przyjmowanie relacji osób, które mogą uzyskać korzyść procesową za obciążenie innych. Dotyczy to zarówno wykorzystywania zeznań świadków koronnych, jak i wyjaśnień lub zeznań tzw. małych świadków koronnych związanych z art. 60 Kodeksu karnego.
Taka relacja może dostarczyć ważnych informacji. Wymaga jednak uważnego sprawdzenia: co dana osoba rzeczywiście widziała, skąd czerpie wiedzę, jak zmieniała swoją wersję i co potwierdza jej słowa niezależnie od niej samej. Trzeba też zapytać wprost, czy relacja nie jest zmyślona i czy nie podmieniono w niej „aktorów”, przypisując komuś rolę, którą w rzeczywistości odegrał sam składający wyjaśnienia. Taka wersja łatwo wydaje się wiarygodna prokuraturze i sądowi: zdarzenie naprawdę miało miejsce, zmieniono jedynie osobę, której przypisano w nim rolę. Pomówiony często nie ma jak się bronić, bo słowa osoby korzystającej z art. 60 Kodeksu karnego mają w postępowaniu miażdżącą wagę.
W przypadku tzw. małego świadka koronnego niepokoi nas zwłaszcza możliwość, że osoba odgrywająca istotną lub kierowniczą rolę w przestępstwie uzyska znaczącą korzyść za obciążenie innych, a jej własna odpowiedzialność, motywacja i interes zostaną odsunięte na dalszy plan i „usprawiedliwione” współpracą. Wygoda prokuratury w prowadzeniu postępowania nie powinna zastępować dogłębnej weryfikacji.
Prawdziwe zdarzenie, podmieniony sprawca
Wyobraźmy sobie osobę, która organizowała przestępcze działanie: ustalała warunki, wydawała polecenia i czerpała z niego korzyści. Po zatrzymaniu zaczyna współpracować z organami ścigania, licząc na łagodniejsze potraktowanie. Opisuje prawdziwe zdarzenie. Zna miejsce, daty, uczestników i szczegóły rozmów — ponieważ sama brała w nim udział.
W swojej relacji zmienia jednak jeden kluczowy element: własną rolę przypisuje komuś innemu. Przedstawia siebie jako wykonawcę, a osobę, którą obciąża, jako pomysłodawcę i organizatora.
Opowieść jest szczegółowa. Część okoliczności znajduje potwierdzenie w dokumentach. Spotkanie rzeczywiście się odbyło. Pieniądze rzeczywiście przekazano. Uczestnicy rzeczywiście się znali. To może tworzyć wrażenie, że potwierdzono całą relację.
Ale potwierdzenie, że zdarzenie miało miejsce, nie oznacza jeszcze potwierdzenia, kto wydawał polecenia i jaką rolę odegrała konkretna osoba.
Następnie ta sama wersja trafia do kolejnych protokołów, zestawień i pism. Zaczyna wyglądać na wielokrotnie potwierdzoną, choć w kluczowym punkcie nadal pochodzi od jednej osoby — zainteresowanej zmniejszeniem własnej odpowiedzialności. Dziesięć dokumentów powtarzających tę samą relację nie tworzy dziesięciu niezależnych źródeł.
Osoba obciążona staje przed koniecznością zakwestionowania historii, której wiele szczegółów jest prawdziwych. Musi wykazać, gdzie kończy się opis zdarzenia, a zaczyna przypisanie jej cudzej roli. W setkach tomów trzeba odnaleźć wiadomości, przepływy pieniędzy, wcześniejsze wyjaśnienia i ślady cyfrowe, które pozwolą tę różnicę sprawdzić.
Właśnie tu potrzebna jest drobiazgowa analiza: kto rzeczywiście podejmował decyzje, co wskazuje na wydawanie poleceń, kto odniósł korzyść i które ustalenia mają potwierdzenie niezależne od osoby składającej wyjaśnienia.
Nie zgadzamy się, by prawdziwe szczegóły opowieści przesłaniały brak dowodu na najważniejszą tezę: kto rzeczywiście odpowiada za dany czyn.
Opinia biegłego musi dać się zrozumieć i sprawdzić.
Nie zgadzamy się, by samo powołanie biegłego kończyło dyskusję o dowodach. Opinia specjalisty powinna pokazywać wykorzystane dane, przyjęte założenia, zastosowane metody i granice wnioskowania. Powinna również wyjaśniać, jak odnosi się do materiału, który może jej przeczyć.
Powołanie biegłego przez prokuraturę nie przesądza o jego stronniczości. Nie daje też gwarancji poprawności każdego wniosku. Przedmiotem rzetelnej kontroli powinny być konkretne twierdzenia i ich podstawy.
Specjalistyczny język powinien służyć precyzji. Chcemy, by prawnik mógł przełożyć go na jasne pytania: co zostało zbadane, czego nie zbadano, co rzeczywiście wynika z wyników i gdzie kończy się wiedza, a zaczyna przypuszczenie.
Metadane i ślady cyfrowe muszą być widoczne w analizie sprawy.
Daty, historia zmian, źródła plików, zapisy systemowe, wiadomości i dokumentacja mogą pomóc sprawdzić chronologię oraz skonfrontować relacje z innymi informacjami. Także te dane wymagają sprawdzenia pochodzenia, integralności i kontekstu. Ich znaczenie trzeba wyjaśnić w sposób zrozumiały dla uczestników postępowania.
Nie wystarczy powiedzieć: „wszystko jest w aktach”. Trzeba pokazać konkretny dokument, jego miejsce w sprawie i związek z ocenianym twierdzeniem. Przy setkach tomów brak czasu i narzędzi nie powinien powodować, że istotna sprzeczność pozostaje niezauważona.
Dlatego tworzymy LexAi.
Budujemy narzędzie wspierające pracę nad sprawą: porządkowanie materiału, łączenie twierdzeń ze źródłami, porównywanie kolejnych wersji i wskazywanie informacji wymagających sprawdzenia. Chcemy pomagać prawnikom zestawiać zeznania, opinie i ustalenia z dokumentami, metadanymi oraz śladami cyfrowymi — i przedstawiać wynik tej pracy jasno, z odwołaniem do konkretnych materiałów.
Ten sam standard stawiamy sztucznej inteligencji. Płynna odpowiedź modelu nie jest dowodem. Wniosek wygenerowany przez AI musi podlegać sprawdzeniu, a brak źródła lub niepewność powinny być widoczne.
Technologia ma wspierać uważną pracę. Odpowiedzialność zawodowa pozostaje po stronie prawników, a rozstrzyganie o winie i odpowiedzialności należy do sądów.
Chcemy, by człowiek mógł zrozumieć, na jakiej podstawie oceniono jego sprawę. By istotny dowód można było odnaleźć, sprzeczność przedstawić, a niewygodne pytanie usłyszeć i rozważyć.
Prawo zasługuje na szacunek. Każda teza — na dowód.